ZARZĄD WOJEWÓDZKI
Stowarzyszenia Emerytów
i Rencistów Policyjnych w Katowicach
Jesteś tutaj Aktualności    /     Polemiki, opinie i przemyślenia...    /     Henryk Borowiński.Ocalić od zapomnienia. cz5    /     Tekst: Powiększ / Zmniejsz Drukuj stronę
Adres: ul. Lompy 19, 40-038 Katowice

Henryk Borowiński.Ocalić od zapomnienia. cz5

Ocalić od zapomnienia

Część piąta - perły w koronie

 

Tym razem wspomnieniami obejmę trzech prezesów kół na Śląsku. Uważałem i nadal podtrzymuję opinię, że najważniejszym ogniwem organizacyjnym w naszym Stowarzyszeniu jest KOŁO. Żaden członek nie jest przyjmowany przez Zarząd Główny, czy Wojewódzki. Władze wybierane są w kołach bezpośrednio przez członków, natomiast w pozostałych strukturach przez delegatów. Słyszałem opinie, że Stowarzyszenie może istnieć bez instancji centralnych lub pośrednich, ale nie może istnieć bez kół. Tę tezę realizuje najnowsza wersja statutu, która rozszerza kompetencje podstawowej komórki organizacyjnej, do przyznania osobowości prawnej -włącznie. Skoro tak cenimy koła, to ich wwybitni prezesi stanowią perły w koronie organizacyjnej Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów.

Na Śląsku wspomnieniem przywołam trzech byłych prezesów, których pragnę wyróżnić.

Andrzej Jąder z Chorzowa. Blizej poznałem Andrzeja podczas wyjazdowego posiedzenia Zarządu Wojewódzkiego zorganizowanego przez prezesa Kazimierza Kalisia w ośrodku na terenie lasów opolszczyzny. Spotykaliśmy się co roku i podczas spacerów na leśnych duktach wsłuchiwałem  się w opowieści Andrzeja Jądera o formach pracy Koła w Chorzowie. Imponował mi wiedzą o wszystkich swoich członkach. Znał ich problemy, szczegóły życia rodzinnego, sukcesy sportowe i osiągniecia trenerskie a nawet pamiętał daty urodzin. Zawsze uwypuklał pozytywne cechy charakterów. Można było odnieść wrażenie, że zdecydowana większość to byli ludzie-anioły. Po prostu był zakochany w swoim kole. Zaciekawiony, jak to wyglada w praktyce, skorzystałem z zaproszenia na zebranie, które odbyło się w restauracji w jednym z parków chorzowskich. Byłem zachwycony atmosferą, która towarzyszyła zebraniu. Sceneria  parku, stawów i urokliwej przyrody tworzyły specyficzną atmosferę spotkania. Piękno krajobrazu i piękno uroczystej atmosfery tworzyły piękno tej organizacji. Andrzej Jąder był świetnie przygotowany do prowadzenia zebrania, a przy tym ubiorem podkreślał szacunek dla wszystkich członków. Zresztą uczestnicy wszyscy wyglądali, jakby przybyli na bal karnawałowy. Przekonałem się, że Andrzej Jąder podczas leśnych spacerów w lasach opolskich nic nie ubarwiał. Kilkakrotnie byłem zapraszany do Chorzowa i korzystałem z zaproszeń. Jednak będąc prezesem Zarządu Głównego, dwukrotnie miałem kolizję terminów. Wobec tego, po latach przepraszam, że nie brałem udziału, ale do dzisiaj jestem pod wrażeniem Andrzeja Jądera i jego ukochanych członków. Andrzej już nie jest prezesem, lecz zachowałem Go jako perełkę w swej wdzięcznej pamięci.

Edmund Kanclerz z Raciborza. Wg mnie, to wyjątkowa postać. Mimo, że Racibórz nie należy do dużych miast, to stan liczebny członków dorównuje większym jednostkom. Od wielu lat byłem zapraszany na zebrania Koła przez Edmunda Kanclerza i nadal są kontynuowane zaproszenia przez obecnego prezesa Zdzisława Kozuba. Zgodnie z moją zasadą, że otaczam pamięcią byłych działaczy, skupię się na osobie Edmunda Kanclerza. Jego wyjątkowość polega na tym,  że traktował Koło w Raciborzu jak swoje dziecko. Do siedziby koła, która zawsze mieściła się w jednostce Policji, przychodził regularnie jak do pracy. Funkcję prezesa traktował służebnie wobec swoich członków. Zawsze gotowy do udzielania rady, pomocy i pośrednictwa w załatwianiu spraw socjalnych. Ponadto bardzo uczciwy i wymagający, zarówno od innych, ale przede wszystkim od siebie. Śmiem twierdzić, że dzięki jego skrupulatności, zaradności oraz żelaznej dyscyplinie finansowej, stan środków pieniężnych w dyspozycji koła mogli mu pozazdrościć prezesi kół w całej Polsce. Edmund Kanclerz zawsze dbał o dobór gości zarówno z kierownictwa Komendy Powiatowej Policji w Raciborzu, związkowców, kolegów z organizacji emeryckich służb mundurowych, posłów na Sejm RP - Henryka Sedlaczka i Tadeusza Motowidło.  Oczywiście zaproszenia na uroczyste zebrania otrzymywało kierownictwo Zarządu Wojewódzkiego a nawet Zarządu Głównego SEiRP. Edmund preferował w swoim kole jubilatów, oraz zawsze organizował Dzień Kobiet. Atrakcją były zawody strzeleckie, czy też spotkania przy muzyce i tradycyjnych potrawach śląskich. Będąc prezesem Koła w Jastrzębiu-Zdroju, Edmund Kanclerz był współorganizatorem wycieczki naszych członków do Sejmu RP w Warszawie, a piwo z browaru z Raciborza zrobiło furorę na tej imprezie. Dzięki Edmundowi Kanclerzowi miałem możliwość współpracować  z posłem ziemi raciborskiej, co przełożyło się na obronę funduszu socjalnego przed zakusami rządu Platformy Obywatelskiej. Po zwycięstwie, Edmund Kanclerz na zebraniu w Raciborzu wręczył z moim udziałem posłowi Henrykowi Sedlaczkowi wiązankę kwiatów. Dzisiaj mogę powiedzieć, że Edmund wniósł ogromny wkład w sukces obrony funduszu socjalnego. Edmund Kanclerz zasługuje na miano cennej perły w koronie.

Robert Żelawski z Żywca. Będąc prezesem Zarządu  Głównego otrzymałem zaproszenie od Roberta Żelawskiego na zebranie Koła w Żywcu. Tak się złożyło, że połączone było z uroczystością Dnia Kobiet, więc    zaproszono mnie z żoną. Zebranie odbyło się na terenie Browaru Żywiec i swoją obecnością zaszczycili włodarze miasta i powiatu, oraz przedstawiciele policyjnych związkowców oraz emeryckich służb mundurowych. Gwiazdą imprezy był Robert Żelawski. Po raz pierwszy i ostatni na własne oczy widziałem i podziwiałem kunszt recytatorski Roberta Żelawskiego. Z pamięci recytował składajacy się z około dwudziestu zwrotek wiersz o miłości - dedykowany kobietom. Siedziałem obok Niego, jak dobitnie deklamował poszczególne frazy wiersza, od czasu do czasu szukając natchnienia unosząc wzrok ku górze. To była uczta dla uszu i pokrzepienia serc. Robert potrafił wprawić w zachwyt wszystkich słuchaczy. W tym czasie osobiście bałem się oddychać, aby mojemu bohaterowi nie przeszkodzić w oratorskim wyczynie. Chłonąłem poezję i byłem szczęśliwy, że słucham wiersz o pięknie kobiecym i miłości. Oczywiście występ prezesa Roberta Żelawskiego nagrodzony został gromkimi brawami. Dowiedziałem się, że prezes to wszechstronny atrysta. Koledzy opowiedzieli mi, że Robert ma zdolności malarskie i zaliczył wystawę swoich prac na szczeblu regionalnym. Moja żona Teresa i ja mamy pamiątkę od Roberta Żelawskiego, gdyż namalował nam portrety. Nigdy wcześniej, ani później nikt nas nie portretował, więc mamy niezapomnianą wyjątkową pamiątkę. Oczywiście kilkakrotnie przyjmowałem zaproszenia na imprezy Koła w Żywcu i z wielką przyjemnością dzięki Robertowi Żelawskiemu i jego wspaniałym członkom do nich wracałem. Okazuje się, że w Zarządzie Wojewódzkim w Katowicach Robert Żelawski był może mniej znany. Natomiast z ogromną przyjemnością przyjmowałem komplementy za współpracę w województwie małopolskim wygłaszane w  Krakowie, czy też komplementy w Bratysławie, za współpracę transgraniczną ze słowackimi weteranami policyjnymi. Przekazywali Mu pozdrowienia, co dzisiaj niniejszym jeszcze raz to czynię. Z przyjaźni i wdzięczności odwiedziłem Roberta Żelawskiego i jego żonę w miejscu zamieszkania, gdy już zrezygnował z funkcji prezesa. Była to dla mnie i chyba dla Niego ważna wizyta. Szczerze się cieszyliśmy ze spotkania, bo było bezinteresowne i dyktowane potrzebą serca. Gdy spotykam się z Władysławem Pindelem - obecnym prezesem, przesyłam pozdrowienia pod adresem Roberta Żelawskiego. Zawsze pozostanie w mej pamięci jego postać piewcy poezji o miłości. Zasługuje aby traktować Go jako nieprzeciętną perłę w koronie Stowarzyszenia.

Wszyscy trzej mają wspólną cechę. Są skromni i z wyglądu niepozorni, ale wielcy duchem. Uchrońmy ich od  zapomnienia, bo na to nad wyraz zasługują.

Henryk Borowiński -  honorowy prezes Zarządu Głównego

7 marca 2019r.

 

 


Projekt i wykonanie: InforpolNET